Arequipa
Fotopodróż Krystiana Bielatowicza, 2007-06-19 03:26
Podróż z Limy do Arequipy – jak zawsze – długa i wyczerpująca. Pod nogami plecak ze sprzętem zajmował tyle miejsca, że trudno było o wygodę. Ale drogę umilił mi Shrek Trzeci i Piraci z Karaibów (ostatnia część). Perwuwiańczycy chyba mają tu głęboko gdzieś legalność filmów. Chyba że u nich premiery są szybciej niż w Polsce:)Na piratach usnąłem, ponieważ jeszcze 7 godzin różnicy czasu trzeba było odespać po podróży.
W Arequipie kilka spraw i przyswajanie się do wysokości. W tym roku zima w Peru jest bardzo sroga. Sam odczułem to w Limie. W tamtym roku było naprawdę cieplej. W górach podobno nocami dużo poniżej zera. Kilkadziesiąt osób zmarło. Muszę zaznaczyć, że oni tu ogrzewania w ogóle nie używają!!!
W Arequipie postanowiłem nie ukrywać się z aparatem i powłóczyłęm się godzinę. Oczywiście z wielką ostrożnością. Zresztą uderzenie lustrzanką cyfrową w głowę musi boleć. Poza tym obiektyw też swoje waży. Co do ostrożności to nigdy za wiele. Na klopa, pod prysznic, na obiad – wszędzie biorę ze sobą plecak,a w nim cały dobytek: aparat, obiektywy, lampę, laptop, dysk przenośny, średni format, dyktafon, mikrofon i kilka innych rzeczy. Razem 10 kilosów!!! Ale jak usłyszy się kilka historii o kradzieżach z hoteli to wszystko jakoś lżejsze się wydaje:)
Godzinna fotospacerówka poniżej. Dziś sprawię sobie kapelusz, jak kołboj będę po górach śmigał. Na wysokości 4000-5000 m n.p.m. kapelusz to konieczność. Do tego wazelina na twarz, kurtka, rękawiczki, szalik i jakieś kalesony. Nie pomijając spodni i innych części garderoby, które są oczywiste.
Nie wiem kiedy będę miał sposobnośc na kolejne relacje, ale postaram się coś wrzucić zanim oddalę się od cywilizacji. Pozdrawiam i do następengo.




