Las adventuras
Bez kategorii, 2006-07-02 19:42
03 lipiec
Po wielu przygodach znalazłem się w … Limie! Plany się zmieniły i będą inne przygody. Ale od początku. Po kolei. Ostatnio było o Cuzco, autobus do Arequpiy…
Po wygodnej podróży z Cuzco do Arequipy, znów nadszedł czas na lokalny przewóz. Jednak zanim wsiadłem do autobusu, godzinę przed odjazdem przeczytałem maila od Milosza, archeologa aktualnie przebywającego w Limie, że za 3 dni warto być w Chincha – stolicy Afro-Peru. Kupiłem zatem bilet do Chincha na za 3 dni (był poniedziałek, kupiłlem na czwartek). I hop do busu. Tym razem większość drogi była asfaltowa w porównaniu z moimi wojażami w okolicach Ayacucho. Droga wiła się po pustynnym wybrzeżu, aż w końcu skończył się asfalt i kilka godzin jechaliśmy po drodze na stokach Andów. Coraz to wyżej i wyżej. Później dowiedziałem się, że czasami spadaja tu autobusy w przepaść. Czasami się droga obsunie. Po prostu pięknie. Jazda po tych drogach to ryzyko.

Przyjechalem do Pampacolca. Centrum dowodzenia przez polskich archeologów projektem Contesuyos. W tym roku działają na szersza skalę, ponieważ mają do dyspozycji kilkunastu pracowników, 3 polskich studentów, 2 peruwiańskich studentów oraz grupę Amerykanów, którzy płacą za uczestnictwo w takiej imprezie. Zresztą płacenie za udział w wykopach jest bardzo popularne na całym świecie.
Śpimy w hoteliku w miasteczku, a stanowisko znajduje sie ok. godzinę drogi stąd. Droga fatalna, ale widoki typowo andyjskie. Nad wszystkim góruje wulkan Coropuna z 20 km lodowcem. Wykopaliska są bardzo przyjemne, czas szybko płynie, a słońce mocno przygrzewa. Maciek pokazał mi kilka ciekawych miejsc m.in. złożylismy ofiarę dla Apu Coropuna. Mieliśmy iść w góry, jednak muszę jechać do Chincha. Miałem tu być tydzień, byłem 2 dni. Jedzenie mieli super.




Autobus powrotny miałem o 10 w nocy. Ze względu na droge, trzeba dojechać do niego busem z miasteczka. Całą drogę jechalismy po ciemku, zatem nie widziałem tych przepaści. Uf. Rano było zimno i czekałem 3 godziny na otwarcie internetu oraz biura mojego przewoźnika. Jak tylko odebrałem maila, okazalo się, że przed Limą palą opony i rzucaja kamieniami w samochody. Powodem tego było podpisanie traktatu o wolnym handlu pomiedzy USA i Peru. Umówiłem się zatem z Miloszem na telefon zaraz przed Chincha. Może uda im się przyjechać.
Chincha coraz bliżej, a telefonu po drodze brak. Był jeden, ale zepsuty. W koncu kierowca użyczyl mi swojej komórki. Dzwonie. Mam jechac do Limy.
O 4 rano zasnąłem w hostelu Explorer´s House. Nie spałem długo. Spotkałem się rano z Miloszem i Patrycją u ich znajomego fotografa Jose Miguela. To ich baza wypadowa do doliny Culebras, gdzie pracują jako archeolodzy. Ale to bedzie inna historia. Tego samego dnia (w nocy) znaleźliśmy się w klubie blisko centrum Limy, gdzie w nocy sciągaja tu zawodowi muzycy i śpiewacy, aby w swoim towarzystwie zagrać i zaśpiewac afromusic. Klimat niesamowity. Na scianach wiszą zdjecia sławnych muzyków, kompozytorów itd. Pod sufitem trochę kiczowate baloniki. Oczywiscie piwko Cristal oraz kilku klimatycznych gości. Naprawdę smacznie.




Znów o 4 rano zasnąłem w tym samym hostelu. Potem pojechałem do szkoły, gdzie były lekcje tańca afro Festejo. Centrum Limy jest naprawdę niebezpieczne. Chłopak chciał mi wyrwac ostatni kęs ciastka. Dupek. Takich tu pełno. Biedni i niebezpieczni. Milosz i Patrycja opowidali mi kilka historyjek np. ich koleżance złodziej chciał wyrwać zegarek z ręki. Skończyło się na zadrapaniu, które zmieniło sie w w poważne zakażenie leczone antybiotykami. Podobno przygotowują do walk noże wykonane z metalowych płaskownikow, które trzymaja ok. 2 tygodnie w kiblu. Te zarazki często noszą na swoich rękach.
Dziś przyjechało do hostelu dwoje Belgów. Tydzień temu ukradli im Konica Minolta 5D w autobusie z Cuzco do Arequipy. W tym samym, którym ja jechałem. Natomiast wczoraj ukradli im kompakt cyfrowy w jakiejś kawiarence. Inna historia. Dwójka Polaków kilka dni temu przyjechała do Ica lub Paracas. Poszli na kawę na chwilkę, a w tym czasie z pokoju zwinęli im małpke cyfrową oraz analoga z dużym obiektywem. Na szczecie własciciel hostelu zwrocił im 2500 soli (ok. 2500 zl). Chyba nie dużo stracili. A moze w ogole:)
Uważajcie w Peru i Boliwii!! Ja bardzo często nie robię zdjeć, przynajmniej nie tak czesto jakbym chciał. W końcu za dużo mam do stracenia.

