Między Afryką a Europą
Bez kategorii, 2006-09-08 10:34
08 wrzesień
I jestem juz w Wawie!
Zanim tu przyjechalem, tydzień siedziałem w Melilla – hiszpańskiej enklawie w Afryce Północnej.
Przyleciałem do Madrytu z Piotrkiem, który podróżował po Peru i Ekwadorze pół roku. Chociaż się poznaliśmy jeszcze w Polsce – nie mieliśmy okazji spotkać się podczas naszych pobytów w Peru. Niestety, uciekł mu samolot do Wawy i musiał jechać autobusem. Ja ruszyłem do Malagi i stamtąd promem (61 euro w dwie strony) do Melilla. Miasto bardzo europejskie, podobne do wielu położonych nad Morzem Śródziemnomorskim. Mieszka tu wielu Marokańczyków i ludzi, którzy mają korzenie marokańske. Ale ogólnie nie urzekło mnie niczym.








Każdego roku setki emigrantów próbuje przedostać się z Maroka na terytorium Melilla. Większość z nich pochodzi z Afryki subsaharyjskiej, jednak coraz częściej przybywają z dalszych zakątków świata np. Indii lub Bangladeszu. Bardzo wielu z nich koczuje w Maroku, blisko granicy. Nie mają żywności, ubrań ani pieniędzy. Jeszcze przed rokiem najczęściej usiłowali przedostać się przez podwójne ogrodzenie z drutem kolczastym, które otacza całe miasto. Jednak wysokość ogrodzenia zwiększono z trzech do sześciu metrów i obecnie jest to prawie niemożliwe. Ci, którym się uda dostać do Melilla, mieszkają w CETI (Centrum Tymczasowego Pobytu dla Imigrantów). Obecnie jest ich prawie 700 osób. Malkee z Indii szedl 3 lata ze swojego kraju do Melilla. Po drodze napadali go, dwa razy był dźgnięty nożem, a na Saharze pił własny mocz, aby przeżyć. Niektórzy ukrywają się, ponieważ nie mieszkają w CETI.
Dostanie się z Maroka na terytorium Melilla kosztuje dużo. Łodzią z Algierii 5-7 tys. euro, pod samochodem 2-3 tys. euro.
Byłem również na kilka godzin po stronie marokańskiej. Ale to nie to. Tu nie czuć jeszcze Maroka. Napiłem się tradycyjnej herbatki z miętą oraz zjadłem miejscowego kebaba:)

