Home  O fotalu  Kontakt  Mapa portalu  RSS 

Peru Negro

Bez kategorii, 2006-07-20 22:47

20 lipiec.

Zapraszam do przeczytania i obejrzenia reportażu z Qoyllur Riti w Polityce. Aktualnie w kioskach.

W El Carmen (20 km od Chincha) spędziłem 11 dni i zrobiłem reportaż o kulturze Afroperuwiańskiej. Postanowiłem pokazać to w formie pamiętnika. Kolejne dni pobytu poniżej. Cały reportaż będzie dostępny na stronie agencji visavis.pl oraz od października na mojej stronie www.bielatowicz.com .

Wstępem:

Peru Negro (Czarne Peru) to kultura Afro-Peruwiańska występująca głównie w dystrykcie El Carmen koło Chincha na wybrzeżu Peru. Największa populacja czarnoskórych Peruwiańczyków skupia się w trzech miasteczkach: centrum kulturalnym El Carmen oraz San Jose i Huagabo. Historia tej kultury sięga XVI wieku, kiedy z konkwistadorami przybyli pierwsi niewolnicy z Afryki. W 1688 roku w San Jose wybudowano ich rękoma haciende. Niewolnicy pracowali tutaj przy plantacji trzciny cukrowej oraz przy produkcji miodu. Obecnie hacienda służy jako hotel. Kultura Afro-Peruwiańska jest oparta głównie na muzyce i tańcu. Jednak powoli w tradycje wdziera się współczesna cywilicacja. To co do tej pory było na porządku dziennym, teraz jest od święta.

PeruNegro

06.07.2006 (czwartek)

Padre Lorenzo znalazł mi przewodnika, który ma mi zorganizować czas i pokazać odpowiednie miejsca oraz poznać mnie z odpowiednimi ludźmi. Nazywa sie Luis. Karnacja afroperuwiańska, zna tu prawie wszystkich. Z resztą tu każdy zna każdego. Na powitanie ‘rzucają’ do siebie krótkimi nickami.

Już po godzinie przenoszę się z hotelu (o tym troche było 2 relacje wstecz) do domu Luisa. Poznaję jego rodzinę i dostaję własny kąt. Niestety, nie ma prysznica, a kibel nie ma spłuczki – jednak wiadro z wodą stoi w pobliżu. Pierwszego dnia próbuję jukę i kamotę – bardzo mi smakują. Potem owoc pacay, bardzo słodki. Ogladamy film ‘Pijany mistrz’ z lat ‘70 lub ‘80. Kicha.

Luis przygotowuje grupę młodzieży do święta Virgen del Carmen, które będzie 16 lipca. Jedziemy zatem do Viña Vieja na motorze. Wracając wyłacza nam się światło i zaczyna kropić deszcz. Moje nogi opadają coraz niżej, bo motor nie ma stopek dla pasażera, ale jakoś docieramy na miejsce. Dzień był ciekawy i pobyt zapowiada sie obiecujaco.

moja_chata

Luis

cala rodzina

owoc pacay

yuca i kamote

07.07.2006 (piatek)

Każdy posiłek w tym domu to dla mnie nowość. Gospodyni się stara. Chyba dlatego, że dałem im 100 soli na moje wyżywienie. Oni nie pracują i to dla nich bardzo dużo. Pracy tu nie ma. Tylko obserwuję, aby mnie przez to nie wyrożniali wśród dzieciakow.

Dziś obciąłem sobie włosy. Było śmiesznie, bo rozebrany do połowy siedziałem w ogrodzie i przycinałem kłaki. Dookoła mnie działali gospodarze. Pranie, naprawianie sandałow etc. Wieczorem umowiliśmy sie na wtorek z jedyna w miasteczku specjalistką od warkoczyków. Chce dredy (aha, włosy z tyłu mam dłuższe). Ale ona nie potrafi ich zrobic, zatem zobaczymy co wymyśli. Wieczorem obejrzelismy jakiś film. Najgorsza produkcja jaką widziałem w życiu.

obcinam_wlosy

08.07.2006 (sobota)

Dziś kilka spacerów po mieście oraz spotkanie z Pania Jenovefa, która jako jedyna robi tamales – lokalny przysmak. Raz w tygodniu Señora przygotowuje 50 takich tamales. Zawija w liście bananowca sos z kukurydzy, mięsa, paprykę oraz oliwkę. Mi to nie smakuje – bez smaku.

W centrum miasteczka dzieciaki ogladają telewizję. TV stoi w specjalnej skrzynce w Parku i codziennie wieczorem jest włączony. Jest sobota i wiekszosc młodzieży spotyka sie tutaj. Myślałem, że w miejscowej dyskotece będzie tłok, a dziewczyny bądą tańczyć gorace afrorytmy. Myliłem się. Nawet miałem wejściówkę za darmo. One tu leca na białych jegomosci:)

Jenovefa

tamales przed konsumcja

tv

09.07.2006 (niedziela)

Z samego rana pojechaliśmy z Luisem i Padre Lorenzo do haciendy w San Jose. Padre odprawiał mszę, a my zwiedzaliśmy. Piękne miejsce, ale przypłacone krwią niewolnikow. To tu był początek tego, co dzis nazywa się kulturą Afro-Peruwiańska. Do dziś są tu kajdany, w które skuwali niewolników.

Po południu pojechaliśmy do Viña Vieja. Luis znów ćwiczy z dzieciakmi i młodzieżą. Kobiety tez z reszta są – śpiewają. Luis ma zdolności organizacyjne. Śpiewa niesamowicie. Tańczy nie gorzej od dziewczyn. Ma talent. W końcu wracamy w trójke na motorze, ja z gitara na plecach. Potem znów jakiś film i do wyra.

hacienda

kajdany

Viña_Vieja

zycie_codzienne

10.07.2006 (poniedzialek)

Rocznica ślubu Krisa i Shu. Jestem tak daleko od swojej żonki… Ale jeszcze 2 miesiące i znów razem. Następne wypady już we dwoje.

Dzis obijaliśmy się prawie przez cały dzień. Jadłem smaczne, smażone banany. Specjalny gatunek. Byliśmy znów na przygotowaniach do świeta. Dowiedziałem się, że w El Carmen, Chincha i okolicy jedzą koty. Może nie tak często i nie wszyscy, ale jedzą. Smakuja podobno jak króliki.

W miasteczku mieszka 2 gejów. Ciekawe, że tutaj akceptuja ich bardziej niz gejow w Polsce. Oczywiscie, jestem biały i do tego facet – cos tam zagadują, ale preferuję kobity:)

banany

portret

11. 07.2006 (wtorek)

Spotkaliśmy się z najsławniejszym, żyjacym cantante (śpiewak) w okolicy – Lucio. Zagrał na gitarze, zaśpiewał, a potem wypiliśmy Pisco, tradycyjną wódkę w Peru. Sfotografowałem rownież cajon, czyli najpopularniejszy instrument afro-peruwiański. Przygotowania do święta w weekend nabierają tempa i młodzież coraz częściej ćwiczy. W końcu widziałem tanczące dziewczyny:)

Lucio

cajon

Wieczorem wziąłem prysznic. Zainstalowana w ogrodzie rurka z koncowką od prysznica zadziałała rewelacyjnie.

prysznic

12.07.2006 (sroda)

Zmiana planów podróży, nawet zdecydowana. Polityka chyba opublikuje mój reportaż z Qoyllur Riti. Obiecująco wychodzi materiał o Peru Negro…

13.07.2006 (czwartek)

Dziś trochę o bawełnie. El Carmen to tak naprawdę obszar rolniczy. Wszędzie dookoła mnóstwo pól z bawełną. Zbiera ja się 4 razy w roku. Najcześciej pierwszy i drugi zbiór to koszty siewów na następny rok oraz koszty pracy. Dopiero 3 i 4 zbiór, to zarobek. Wyobraźcie sobie, że jedna osoba jest w stanie uzbierać w ciagu dnia aż 46 kg bawełny. Nieźle! Ale cena tego surowca to ta gorsza strona medalu. Firmy płacą tu 120-150 soli za te 46 kg. Pomyślcie sobie ile podkoszulków markowych firm można za to wyprodukować.

bawelna

ja

14.07.2006 (piatek)

Chociaż kultura afroperuwiańska istnieje tu od wieków, to czuję, że słabnie z roku na rok. Jeszcze przed 8 laty rynek w El Carmen wyglądał inaczej. Przed każdym domem był mały ogródek. Niektórzy ludzie chodzili na bosaka, spali przed swoimi domami na łózkach wyciągnietych z mieszkań. Śpiewali i tańczyli w małych grupach, we własnym gronie. Potem przyszły zmiany – nowy alcalde (burmistrz), moda z Europy i USA, alkohol, narkotyki, internet. A jeszcze dłużej trwaja zmiany w mieszaniu się ras oraz w migracji. Coraz mniej czarnoskórych mieszkanców w dystrykcie El Carmen.

Już piątek, ten weekend to wielkie święto. Zarówno w calym Peru, jak i w El Carmen. Luis ze swoim kuzynem obcięli sie prawie na łyso, a ja mam 3 warkoczyki. Pojechaliśmy do sasiedniej wioski na kolejne przygotowania. Jazda w trójkę na motorze wychodzi nam już perfekcyjnie. Tym bardziej, ze Luis zajmuje miejsce za dwóch.

portret

muzyk

mieszkanie w El Carmen

warkoczyki

15.07.2006 (sobota)

Ballumbrosio – najsławniejsza rodzina afroperuwiańska w Peru. W każdej książce, artykule na temat jest o niej dużo. Maribel Ballumbrosio jest profesjonalną tancerką i przygotowuje swoją grupę do różnych występów. Czesto przyjeżdżają do ich domu turyści. Wtedy odgrywają show. Chłopaki grają na bębnach i cajon oraz stepują, a dziewczyny tańczą. Miałem tą przyjemnosc uczestniczyć w dwóch pokazach.

show

przygotowania do swieta

Wieczorem na rynku w El Carmen zaczeła sią fiesta. Występy muzyków, śpiewaków oraz tancerzy od 22 do 1 w nocy. Luis rownież zaśpiewał. Potem było dużo piwa i dyskoteka. Piwo pije się polewając jeden drugiemu. Kibel mnie tylko przeraził, bo na podłodze było koryto i do niego trafiali…albo i nie. Zerwalem się ok. 5 nad ranem. Jeszcze jakaś podpita Brazylijka zagadała i tak minął jeden z ostatnich dni tutaj.

piwko

disco

16.07.2006 (niedziela)

Zaczęło się od mszy-afro. Młodzież śpiewała i tańczyła. Poza tym księża mieli aparaty cyfrowe i pstrykali co jakiś czas. Zabawny widok. Później na placu głównym była impreza. Tysiące ludzi jadło, piło i grało w bingo. Dla mnie to był duży odpust. Wieczorem zaczęła się procesja. Virgen del Carmen w postaci rzeźby niosło kilkunastu chłopa na zmiane z kobietami. I tak do 9 rano następnego dnia. Właśnie, te setki kilogramów nosili ulicami przez calą noc. O 4 rano zrobiłem kilka zdjęć.

msza

procesja

O 18 tego dnia odbywały się w miasteczku walki kogutów. Ale jazda. Koguty, noże, krew i flaki. I to jest legalne w calym Peru. Cały fotoreportaż znajduje się tutaj: walki kogutówwalka kogutow

walka kogutow

walka kogutow

walka kogutow

walka kogutow

Zakończenie

Pożegnałem się i ruszyłem do Limy. Tam okaże się co dalej.

portret

portret

portret

Aha, w poniedziałek byłem na Wyspach Ballestas oraz w Paracas. Nie było słonca, bo tu zima. Wyspy ładne, a Rezerwat Narodowy Paracas – też. Nic poza tym:)

Wyspy Ballestas

Wyspy Ballestas

Wyspy Ballestas

Paracas

Mumia

Paracas

Krystian Bielatowicz

Skomentuj